niedziela, 3 września 2017

Placuszki z jajek (mini omlety) z musem z mango i owocami

Jajka, jajka, jajka – jem ich sporo i bardzo lubię, ale żeby nie było nudno, to kombinuję różnego rodzaju omlety, naleśniki, placuszki. Dodaję do nich zamiast mąki odżywkę białkową, bo ciągle mam niedobory białka. Dosłownie 10 minut roboty i można cieszyć się pysznym II śniadaniem, przekąską do pracy albo deserem, który jest bombą białkową i witaminową, a kalorii ma niewiele.
Wczoraj narwałam trochę owoców w ogrodzie i dzisiaj powstało cudowne II śniadanie. 
 


Składniki na 1 porcję:

1 duże jajko (ja używam jajek o wadze około 75 g) – przy mniejszych jajkach można użyć dwóch
1 miarka odżywki białkowej waniliowej (albo innej smakowej, aby dodać odrobinę słodyczy) – w przypadku braku odżywki można dodać płaska łyżkę dowolnej mąki i trochę cukru do smaku
odrobina masła klarowanego do posmarowania patelni

Do podania:
mus z mango (zmiksowałam świeże)
dowolne owoce (u mnie jeżyny, maliny, borówki i pół moreli)
jogurt naturalny

Placuszki z jajek (mini omlety) z musem z mango i owocami - przygotowanie:
Białko oddzielić od żółtka, białko ubić na sztywną pianę, dodać żółtko, odżywkę (albo mąkę i cukier), zmiksować – masa będzie dosyć gęsta. Patelnię posmarować klarowanym masłem (można użyć oleju) i dobrze ją rozgrzać. Łyżką nałożyć porcje masy i lekko spłaszczyć – ja robię zawsze trzy placuszki. Smażyć około minuty na niewielkim ogniu, obrócić na drugą stronę i dosmażyć.
Podawać z musem z mango, jogurtem i ulubionymi owocami. Można polać syropem klonowym albo miodem, zrobić mus truskawkowy czy malinowy – pełna dowolność. 





 

wtorek, 29 sierpnia 2017

Pasta z fasoli z olejem rydzowym

Lubię wszelkiego rodzaju smarowidła do pieczywa i pasty, które można zjeść ze świeżymi warzywami. Jakiś czas temu miałam okazję spróbować pasty z fasoli z dodatkiem suszonych śliwek. Smakowała tak dobrze, że poprosiłam koleżankę o przepis i zrobiłam w domu. Odrobinę inaczej doprawiłam, bardziej dopasowując do swojego smaku.
Próbowałam już różnych wersji fasolowych past, ale dopiero ta spełniła moje oczekiwania w 100% - doprawiona majerankiem smakuje wybornie.
Od ponad roku w mojej kuchni goszczą fantastyczne polskie oleje Green Spoon tłoczone na zimno. W rzepakowym zakochałam się podczas pobyty w Bieszczadach, a pozostałe, w tym rydzowy poznałam ciut później, ale polubiłam równie mocno. Już nie wyobrażam sobie mojej kuchni bez ich obecności. Używam ich tylko na zimno, a rzepakowy, cudownie pachnący orzechami, zdecydowanie jest moim faworytem.

 

Składniki: 
 
1 puszka białej fasoli
2 duże cebule
6 suszonych śliwek
1 łyżka oleju rydzowego albo rzepakowego tłoczonego na zimno
1 łyżeczka klarowanego masła
1 liść laurowy
2 ziarna ziela angielskiego
kawałek świeżego rozmarynu
2 – 3 goździki
½ łyżeczki soli
½ łyżeczki mielonego pieprzu
szczypta mielonego chili
szczypta mielonego imbiru
1 łyżka majeranku
około 70 - 100 ml ciepłej wody
czarny sezam do posypania



Pasta z fasoli z suszonymi śliwkami – przygotowanie:

Śliwki namoczyć w ciepłej wodzie. Fasolę odcedzić. Cebulę pokroić w pół talarki. Na patelni rozgrzać klarowane masło, wrzucić rozmaryn, liść laurowy, ziele, goździki i smażyć około pół minuty, dodać pokrojoną cebulę i podsmażyć do zrumienienia. Wyciągnąć rozmaryn, liść, ziarna ziela i goździki (wyrzucić). Śliwki odcedzić, pokroić w mniejsze kawałki.
Fasolę, podsmażoną cebulę, śliwki włożyć do malaksera, wsypać przyprawy, wlać łyżkę oleju i około 50 ml ciepłej wody. Zmiksować, a jeśli pasta jest zbyt gęsta dolać jeszcze wody i zmiksować (ja wolę, gdy jest bardziej zwarta, ale można zrobić luźniejszą). Wstawić do lodówki, aby pasta się schłodziła.
Świetna do pieczywa ale również jako dip do warzyw.
Ilość przypraw to rzecz bardzo indywidualna i warto po prostu dopasować do własnego smaku. Dla mnie w tych proporcjach, które podałam jest idealna.

Mam dla Was miłą niespodziankę. Do końca września możecie kupić w sklepie internetowym Green Spoon doskonałe oleje tłoczone na zimno z 15% rabatem przygotowanym specjalnie dla Was - moich Czytelników.
Zasady są proste: 15 % rabatu (przy zamówieniu za minimum 40 zł) na wszystkie produkty z wyłączeniem zestawów i produktów, które już są w cenach promocyjnych.

Kod promocyjny to: 15M ważny do końca września 2017r.
Kod należy wpisać przy zatwierdzaniu zamówienie. 



 

wtorek, 22 sierpnia 2017

Turbot smażony (na klarowanym maśle)

Ależ mam zaległości… gotuję, jemy, ale do pisania jakoś się zebrać nie mogę. A i zdjęcia ostatnio przeważnie na szybko, bo wpadam do domu, gotuję, zjadam i znowu gdzieś gnam.
No, ale zmobilizowałam się nieco, postanowiłam podzielić się sposobem na turbota. Sposobem, pomysłem, bo raczej trudno nazwać to przepisem. Proste jak budowa cepa, ale może kogoś zachęci do próbowania różnych ryb. Ja jestem fanką ryb, uwielbiam je pod wieloma postaciami, ale na obiad to najbardziej smakuje mi ryba z patelni – usmażona bez panierki na klarowanym maśle. Niebo w gębie. Do tego warzywa i w zasadzie nic mi więcej nie potrzeba.
Turbot to bardzo delikatna ryba, z gatunku flądrokształtnych, a jego mięso jest białe, zwarte i bardzo smaczne. Dodatkową zaletą jest to, że w zasadzie jedyne ości to kręgosłup. Nie ma problemu z drobnymi kawałkami ości, więc tę rybę można naprawdę bezpiecznie jeść.
Dosyć ciężko ją kupić, przynajmniej w moim mieście, ale nad morzem, w sklepikach przy portach można ja bez większego problemu kupić i nie jest bardzo droga (ostatnio płaciłam 26 zł za kilogram oczyszczonego turbota bez głowy).
Świetnie smakuje z delikatnym sosem koperkowym, choć ja najbardziej lubię zamarynowanego z cytryną, pieprzem cytrynowym i usmażonego na klarowanym maśle. I tym pomysłem chcę się dzisiaj z Wami podzielić. Powtarzam za moją babcią: chcesz zabić smak ryby albo mięsa, to zasyp je przyprawami. W tym przypadku ryba jest tak dobra, że warto tylko podkreślić jej smak cytryną i pieprzem.
Całkiem niedawno odkryłam, że ryba doskonale smakuje nie tylko z surówką z kapusty kiszonej czy młodej, ale również z duszoną słodką marchewką – dla mnie połączenie doskonałe. Polecam.


Składniki na 4 porcje:

4 tuszki turbota (oczyszczone, bez głowy)
sok i skórka otarta z 1 cytryny
sól
pieprz cytrynowy
masło klarowane do smażenia

Turbot z patelni (smażony na klarowanym maśle) - przygotowanie:
Rybę osuszyć (jeśli była zamrożona, to najpierw całkiem rozmrozić). Natrzeć sokiem z cytryny, posypać skórką, solą, pieprzem cytrynowym i wstawić na kilka godzin do lodówki (u mnie leżakowała całą noc i kawałek dnia).
Na patelni rozgrzać klarowane masło, rybę delikatnie osuszyć, jeszcze raz odrobinę popieprzyć, włożyć na patelnię i smażyć po kilka minut z każdej strony. Rybę na patelni odwrócić tylko raz. Usmażoną na złoto przełożyć na ręcznik papierowy, a następnie na talerz. Podawać z ulubionymi dodatkami. 

 

niedziela, 30 lipca 2017

Pudding z chia (szałwią hiszpańską) i owocami

Znowu przestój w postach, ale nic nie poradzę – tempo w jakim ostatnio żyję jakoś ogranicza mi czas na pisanie. Ale nie narzekam, bo to wszystko, co się dzieje ma jakiś sens.
Dzisiaj przychodzę do Was z prostym, ale jakże pysznym deserem, który można przygotować niewielkim nakładem czasu i pracy. Trzeba jednak pomyśleć o nim dzień wcześniej i przygotować nasiona chia, aby napęczniały.
Moja przygoda z chia zaczęła się już dawno, jakieś 3 – 4 lata temu. Używałam chia głównie jako dodatek do chleba, robiłam puddingi. A od jakiegoś czasu przygotowuję z nich pyszne desery, które zjadam w ramach drugiego śniadania, bowiem owoce jem tylko do godziny 15.00. 
Nasiona chia czyli nasiona szałwii hiszpańskiej pochodzącej z Meksyku mają cały ogrom dobrych składników. Są porównywane do dobrze nam znanego siemienia lnianego, ale w zasadzie nie mają żadnego smaku i doskonale sprawdzają się w kuchni. 
Właściwości zdrowotne nasion szałwii hiszpańskiej doceniły już plemiona Nahua (Azteków) w środkowym Meksyku. Nasiona chia były jedną z trzech najczęściej uprawianych przez nich roślin, ale w sumie nie ma w tym niczego dziwnego, bowiem zawierają one więcej kwasów omego -3 niż uchodzący za ich skarbnicę hodowlany łosoś atlantycki. Są także bogate wapń, fosfor, magnez, sód, cynk, potas i żelazo. Jednocześnie są doskonałym źródłem pełnowartościowego białka i antyoksydantów, a także regulującego trawienie błonnika. Są najbogatszym, roślinnym źródłem kwasu ALA, który pomaga kobietom w ochronie przed rakiem piersi i szyjki macicy.
Jednak z nasionami szałwii hiszpańskiej nie można przesadzać (podobnie jak z siemieniem lnianym czy otrębami), badania wskazują, że dzienna dawka nasion chia nie powinna przekraczać 3 łyżek stołowych. Jak zawsze umiar jest ze wszech miar wskazany. Ja chia jadam mniej więcej 3 razy w tygodniu i nie więcej niż 20 g (około 1,5 łyżki stołowej).
Dzisiaj chcę Wam zaproponować pyszny deser, zrobiony na „mleku” sojowym. Ja dodaję do niego jeszcze odżywkę białkową, ale można ją pominąć, bo nie jest ona koniecznym dodatkiem. Ja sobie po prostu uzupełniam niedobory.
 

Składniki na 4 porcje:

700 ml mleka roślinnego albo krowiego (ja użyłam tym razem „mleka” sojowego)
6 płaskich łyżek nasion szałwii hiszpańskiej (chia)
2 miarki odżywki białkowej waniliowej (można pominąć)
2 płaskie łyżeczki miodu/ cukru / erytrolu (ja nie dodaję , bo odżywka jest dla mnie wystarczająco słodka)
2 dojrzałe nektarynki
borówki i porzeczki – ilość wg uznania


Mleko wymieszać z odżywką białkową, miodem albo cukrem. Wsypać nasiona szałwii hiszpańskiej i zostawić na 10 minut. Następnie bardzo dokładnie wymieszać, żeby nie było klusek i wstawić do lodówki na kilka godzin (najlepiej przygotować sobie to wieczorem i wstawić do lodówki na całą noc).
Pudding przełożyć do 4 pucharków / szklanek takiej wielkości, aby zostało jeszcze miejsce na mus i owoce. Nektarynki obrać ze skóry, usunąć pestki i zmiksować na mus – można dosłodzić, ale dojrzałe nektarynki są wystarczająco słodkie i nie ma takiej potrzeby. Mus przełożyć na pudding, dołożyć owoce i podawać.
Nektarynki nie należy miksować dużo wcześniej, bo mus się utlenia i ciemnieje, więc należy to zrobić tuż przed podaniem deseru. Jeśli chcemy przygotować go wcześniej, to wtedy do musu trzeba dodać trochę soku z cytryny i miodu, aby zachować ładny kolor musu. 


 


poniedziałek, 3 lipca 2017

Kasza bulgur z ciecierzycą, dynią, marchewką i cukinią

Zmieniają się moje nawyki żywieniowe, więc zmienia się i to, co jemy. Coraz mniej mięsa, coraz więcej warzyw (choć tych zawsze było u nas dużo) i strączków. I przyznam szczerze, że bardzo mi to odpowiada. Oczywiście z mięsa i ryb nie rezygnuję, ale szukam innych, lepiej przyswajalnych źródeł białka, a takimi niewątpliwie są strączki. Na blogu specjalnie tego nie widać, bo i nie wstawiam tu wszystkiego, co ugotuję, bowiem czasu na pisanie ciągle za mało, a ja nie lubię robić niczego byle jak.  Ale postaram się, aby przepisów i pomysłów na fajne dania było więcej.
Kaszę bulgur uwielbiam już od kilku lat, gości w mojej kuchni często, chętnie mieszam ją z różnymi składnikami. Ma dużo wartości odżywczych, a przy tym jest bardzo smaczna. W połączeniu z warzywami stanowi świetny pełnowartościowy obiad albo odżywczą przekąskę (w mniejszej porcji). Nagotowałam cały gar, było na obiad i na przekąskę, a resztę zapakowałam w jednorazowe pojemniki i poczęstowałam znajomych – wszystkim danie bardzo smakowało, więc polecam z czystym sumieniem i zachęcam do wypróbowania przepisu. 
 

Składniki na 4 porcje obiadowe albo 8 przekąsek:

200 g (1 szklanka) kaszy bulgur (u mnie bulgur średniej grubości)
350 g dyni piżmowej (można użyć innej)
160 g marchewki
320 g cukinii
130 g cebuli
1 puszka cieciorki (ja użyłam gotowanej na parze)
400 ml bulionu warzywnego albo wody (użyłam domowego bulionu warzywnego)
10 g masła klarowanego
½ łyżeczki kminu rzymskiego
½ łyżeczki kurkumy
½ łyżeczki kolendry
½ łyżeczki kardamonu
1 płaska łyżeczka soli
½ łyżeczki pieprzu
duża szczypta chili (można pominąć jeśli lubicie łagodniejsze dania)


Kasza bulgur z ciecierzycą, dynią, marchewką i cukinią - przygotowanie:
 
Kaszę bulgur wsypać na sito i dobrze wypłukać pod bieżącą wodą. Warzywa obrać, cebulę pokroić w drobną kostkę, a dynię, cukinię, marchewkę zetrzeć na tarce o dużych oczkach (można się wspomóc malakserem czy innym elektrycznym ustrojstwem). Cieciorę odsączyć i ewentualnie przepłukać pod bieżącą wodą jeśli tego wymaga.
W dużym rondlu albo garnku rozgrzać klarowane masło, wrzucić pokrojoną cebulę i podsmażyć do lekkiego zrumienienia. Dodać starte warzywa i całość razem podsmażyć, aż warzywa lekko zmiękną. Wsypać wszystkie przyprawy i przesmażyć razem przez minutę. Wsypać kaszę, wlać bulion albo wodę, przykryć i na malutkim ogniu gotować przez około 15 minut, nie odkrywać garnka i nie mieszać. Kasza powinna wchłonąć cały płyn. Wrzucić cieciorkę i jeszcze chwilę razem podgrzewać.
Można dodać 2 – 3 łyżki posiekanej świeżej kolendry (ja nie miałam, a z pietruszką mi nie bardzo pasuje).
Kasza doskonale smakuje na gorąco i na zimno, można ją zabrać jako przekąskę do pracy czy na piknik. 





 

niedziela, 25 czerwca 2017

„Pizza” na kalafiorowym spodzie z ajvarem, szynką, papryką i rukolą

Kalafior, płatki owsiane i parmezan zamiast maki i drożdży? W sumie dlaczego nie? Zamiana nie tylko pyszna, ale i zdrowa. I mówię to ja – drożdżoholiczka.
Pierwowzorem mojej kalafiorowej „pizzy” jest przepis znaleziony u Pauliny. Pierwsze moje podejście do tego dania nie było niestety sukcesem, bowiem wyszedł mi mokry, niewypieczony, rozwalający się placek (smaczny, ale trudny do przełożenia na talerz). Jednak smak mi na tyle odpowiadał, że postanowiłam się nie poddawać i zrobić tak, żeby za każdym kolejnym razem już mi wyszło. Pozmieniałam nieco składniki i dopiero trzecia próba zakończyła się sukcesem. Od tego czasu wracam co jakiś czas do tego przepisu.
Moja wersja jest z surowym kalafiorem. Próbowałam też wersji z gotowanym (być może też się pojawi za jakiś czas na blogu), ale dla mnie osobiście lepsza jest ta pierwsza wersja – raz, że szybciej, a dwa, że pieczony kalafior (bez uprzedniego gotowania) ma bardziej wyrazisty i moim zdaniem lepszy smak.
Dodatki można sobie dowolnie komponować, moja wersja jest dosyć pikantna, z domowym ostrym ajwarem, mozzarellą, szynką, papryką, ogórkiem i rukolą. 
 


Składniki na jedną nieduża pizzę - dla jednej osoby na obiad albo dla dwóch na przekąskę:

300 g kalafiora (najlepiej same różyczki, są mniej wodniste)
1 jajko
30 g (3 łyżki) zmielonych płatków owsianych pełnoziarnistych
10 g (2 łyżki) tartego parmezanu
sól i pieprz
szczypta chili

50 g tartej mozzarelli
35 g dobrej szynki
30 g czerwonej papryki
kilka plasterków ogórka (u mnie ogórki z domowej sałatki szwedzkiej)
2 łyżki ajvaru (ja użyłam domowego ajwaru, ale można go kupić albo dać inny sos pomidorowy, a nawet dobrej jakości keczup)
osuszone oregano
kilka listków rukoli


Pizza” na kalafiorowym spodzie z ajvarem szynką, papryką i rukolą - przygotowanie:
 
Kalafior umyć, dobrze osuszyć i zetrzeć na tarce (malakser ułatwia i przyspiesza, ale zwykła tarka też wystarczy). Płatki owsiane zemleć (ja wykorzystuję do tego młynek), dodać razem z parmezanem i jajkiem do startego kalafiora. Doprawić solą, pieprzem i chili (ja daję około ¼ łyżeczki soli, szczyptę pieprzu i szczyptę chili). Wszystko razem wygnieść dłonią – masa powinna być w miarę jednolita, choć nie będzie zwarta jak ciasto.
Piekarnik nagrzać do 180 -190 stopni (u mnie 190 stopni). Blachę wyłożyć papierem do pieczenia i przełożyć na nią masę kalafiorową. Uklepać w okrąg – warstwa powinna być dosyć cienka. Wstawić do gorącego piekarnika na najniższy poziom, włączyć tylko dolną grzałkę. Masa kalafiorowa musi się wypiec i odparować, bo inaczej będzie ciężko ją zdjąć z blachy. Piec około 20 minut. Po tym czasie sprawdzić, czy środek już jest dosyć suchy i w miarę twardy, w razie potrzeby piec 5 minut dłużej.
Wyciągnąć z piekarnika, zostawić na 5 minut, posmarować ajvarem, posypać oregano i mozzarellą, ułożyć pozostałe składniki (oprócz rukoli) i wstawić do gorącego piekarnika na kolejne 10 – 15 minut (tu już można włączyć górną i dolną grzałkę albo termoobieg).
Po upieczeniu ozdobić rukolą i podawać.
Taka pizza ma około 500 kcal – oczywiście wszystko zależy od dodatków jakich użyjemy, więc spokojnie mogą ją jeść osoby na diecie redukcyjnej. Polecam. 





 

sobota, 24 czerwca 2017

Schab duszony z kurkami z dodatkiem jogurtu

Kolejny przepis z kurkami, ale cóż ja poradzę, że gdy jest sezon, to korzystam ile się da? Uwielbiam kurki, a to połączenie ze schabem bardzo mi odpowiada.
Pomysł zrodził się sam, a przepis jest prosty jak budowa cepa. Oczywiście można zamiast jogurtu użyć śmietanki kremowej, nieco zmieni to smak – ale wszystko wg własnych preferencji i gustu.
I schab i kurki nie potrzebują wielu przypraw. Moja babcia zwykła mawiać „chcesz zabić smak grzybów, to je obsyp ziołami”. Tak więc pamiętając słowa babci, ograniczyłam się do soli, pieprzu i odrobiny chili, bo lubię na ostro.
 

Składniki na 4 porcje:

4 grube plastry schabu (każdy po około 120 g)
600 g drobnych kurek
2 cebule
4 łyżki jogurtu naturalnego albo 150 ml śmietanki kremówki
1 pełna łyżka klarowanego masła
½ – ¾ szklanki bulionu (u mnie warzywny domowy)
sól, pieprz, chili
słodka czerwona papryka
posiekana natka pietruszki

Schab duszony z kurkami z dodatkiem jogurtu - przygotowanie:
 
Schab opłukać, osuszyć papierowym ręcznikiem. Lekko rozbić, ale nie tak jak kotlety schabowe – mięso powinno pozostać grubsze. Cebulę pokroić w drobną kostkę. Kurki oczyścić, większe przekroić na pół. Schab oprószyć solą, pieprzem, słodką czerwoną papryką i odrobiną chili.
Na głębokiej patelni albo w rondlu rozgrzać łyżkę masła klarowanego. Włożyć kawałki mięsa i na mocnym ogniu obsmażyć je z obu stron do zrumienienia. Przełożyć na bok patelni / rondla, wrzucić cebulę i delikatnie ją zeszklić (nie powinna się zrumienić). Dodać kurki, wsypać ½ płaskiej łyżeczki soli i smażyć aż woda z grzybów odparuje, a one same lekko się zrumienią. Na grzyby przełożyć przełożyć plastry schabu, wlać około ½ szklanki bulionu (w trakcie duszenia można jeszcze trochę dolać), przykryć i dusić razem na wolnym ogniu około 20 - 30 minut (przez ten czas schab powinien być miękki). Większość płynu powinno odparować. Do kurek wsypać pieprz i chili do smaku. Do jogurtu dodać łyżkę płynu z patelni, wymieszać i całość dodać do kurek. Podgrzewać cały czas mieszając, bo inaczej jogurt gotów się zwarzyć. Gdy całość będzie jednolita wyłączyć, dodać posiekaną natkę pietruszki, wymieszać i od razu podawać z ulubionymi dodatkami. U mnie fasolka szparagowa, surówka koperkowa z młodej kapusty i pomidorki koktajlowe.
Jogurt można zastąpić śmietanką kremówką, wtedy ryzyko zwarzenia spada niemalże do zera. 




środa, 21 czerwca 2017

Frittata z kurkami i papryką

Zmieniam nieco swoje nawyki żywieniowe i to sprawia, że chce mi się kombinować, wymyślać i tworzyć. A że jest gorąco, to szukam pomysłów na obiady w 15 – 20 minut. Zielonookiego w tygodniu nie ma, więc nie muszę się skupiać na daniach mięsnych czy rybnych. Te zostawiam sobie głównie na weekend, choć oczywiście bywa, że i dla siebie coś mięsnego przygotowuję.
Frittata to dla mnie zawsze dobry pomysł na obiad – pożywna, szybka i pyszna. No i daje zawsze wiele możliwości kombinowania, bo można ją zrobić ze wszystkim. Wspominałam ostatnio o kurkach, a jako, że miałam ich sporo, to powstało kilka dań z ich udziałem, między innymi ta właśnie frittata.
Frittata to kuzynka omletu – zapieka się ją w piekarniku i nie wymaga wielkich umiejętności. Świetnie sprawdzi się na obiad, ale równie dobrze może być śniadaniem czy przekąską do pracy, bo na zimno smakuje równie dobrze, jak na gorąco. 
 

Składniki na 1 sporą porcję:


2 duże jajka (ja używam takich o wadze około 75 g)
200 g świeżych kurek (poza sezonem można użyć mrożonych)
1 mała albo ½ dużej cebuli
¼ papryki żółtej
¼ papryki czerwonej
1 łyżeczka tartego sera pecorino albo parmezanu
1 łyżeczka masła klarowanego
szczypiorek (ilość wg uznania)
sól, pieprz czarny, pieprz cayenne 
 


Frittata z kurkami i papryką – przygotowanie:

Kurki oczyścić, cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Paprykę pokroić na małe kawałki, a szczypiorek posiekać.
Piekarnik rozgrzać do 180 stopni (góra – dół).
Na patelni, którą można wstawić do piekarnika, rozgrzać masło i wrzucić cebulę, smażyć ją chwilę na małym ogniu, aż się ładnie zeszkli. Wrzucić kurki, wsypać odrobinę soli i smażyć około 5 minut, aż woda z grzybów całkowicie odparuje. Można kurki lekko zrumienić, ale nie jest to konieczne (ja lubię, więc rumienię mocniej). Do kurek dodać paprykę i smażyć razem około minuty.
Jajka roztrzepać, doprawić solą, pieprzem czarnym i pieprzem cayenne (ten ostatnio można pominąć albo dać tylko odrobinę, bo jest ostry). Do podsmażonych kurek wlać jajka, posypać szczypiorkiem, tartym serem pecorino albo parmezanem, wyłączyć ogień, a patelnię z frittatą wstawić do nagrzanego piekarnika. Piec około 10 minut, aż jajka się dobrze zetną. Przełożyć na deskę, pokroić w trójkąty i podawać. 
 


poniedziałek, 19 czerwca 2017

Quesadilla z kurczakiem i kurkami

Wracając wczoraj z długiego weekendu, zatrzymaliśmy się przy drodze i kupiliśmy kurki. Zielonooki grzybów nie jada, więc więcej dla mnie i absolutnie nie będę nad tym ubolewać. Uwielbiam kurki pod każdą postacią i mam ich tyle, że spokojnie na 3 – 4 dania mi wystarczy.
Na pierwszy ogień poszła tortilla z resztkami pieczonego kurczaka i kurkami podsmażonymi z cebulą.
Quesadilla to po prostu tortilla (kukurydziana albo pszenna) zapieczona z serem. Oczywiście można dorzucić do niej różne dodatki, co sprawia, że staje się obiadem, a nie tylko przekąską. Ser użyty do tego dania powinien się łatwo rozpuszczać, w Meksyku używa się queso de Oaxaca , ja użyłam mozzarelli, którą można uznać za jego odpowiednik. Świetnie sprawdza się też cheddar, który ma bardziej wyrazisty smak niż mozzarella.
W Meksyku do podgrzewania tortilli używa się comal, ale w naszych domowych warunkach spokojnie można użyć zwykłej patelni albo elektrycznego grilla. Osobiście wolę wersję z grilla, bo jest bardziej chrupiąca, a i fajnie wygląda.
Sposób składania tortilli też pozostaje dowolny. Mogą to być dwa placki nałożone jeden na drugi (w środku oczywiście nadzienie) albo jeden placek złożony na pół. Gdy robię tylko dla siebie używam jednego placka i składam go na połowę – wtedy też idealnie mieści się na moim domowym grillu elektrycznym. 
 

Składniki na 1 porcję:

1 placek tortilli (domowy albo kupiony)
70 g pieczonego kurczaka (u mnie pierś bez skóry)
100 g kurek
½ małej cebuli
1 paska łyżeczka masła klarowanego
30 g tartego sera, który szybko się topi - u mnie mozzarella, ale może być np. cheddar
tymianek – świeży albo suszony
chili (niekoniecznie, ale ja lubię)
sól, pieprz



Quesadilla z kurczakiem i kurkami - przygotowanie:
Kurki oczyścić, jeśli są duże, to pokroić na mniejsze kawałki. Cebulę obrać i pokroić w drobną kostkę. Na patelni rozgrzać masło, wrzucić cebulę i ją zeszklić. Dodać kurki, oprószyć pieprzem i solą i podsmażyć (ja lubię lekko zrumienione, ale stopień podsmażenia zależy od własnych preferencji). Na jednej połowie tortilli ułożyć kawałki kurczaka, wyłożyć podsmażone kurki, posypać serem, chili i tymiankiem. Złożyć na pół i wrzucić na płytę grilla albo podsmażyć na posmarowanej tłuszczem patelni (w przypadku patelni albo płaskiego grilla trzeba tortillę obrócić na drugą stronę). Podpiec do rozpuszczenia się sera. Pokroić na trójkąty i gotowe. Najlepsze na ciepło, ale i na zimno dają radę i mogą spokojnie być drugim śniadaniem zabranym do pracy. 
 


poniedziałek, 12 czerwca 2017

Zakwas na żurek (żytni)

Co prawda dawno po Wielkanocy, ale kto powiedział, że żurek można jeść tylko przy okazji świąt? Dobry żurek można zrobić zawsze. Ja moją żurkową przygodę rozpoczęłam kila lat temu. W moim rodzinnym domu nie było tradycji jedzenia żurku, więc go nie gotowaliśmy.
Dopiero, gdy nastał mój mąż, nauczony z domu, że na Wielkanoc żurek musi być, to u nas zaczęło się go gotować. Moje pierwsze spotkanie z żurkiem odbyło się na wycieczce integracyjnej z pracy. Spróbowałam, okazał się doskonały i zaczęłam gotować sama. Pierwszy do ideałów nie należał, bo tak naprawdę do końca nie wiedziałam jak powinien smakować. To Zielonooki podpowiadał, że np. powinien być bardziej kwaśny. Dziś żurek, to w zasadzie żadne wyzwanie, po prostu gotuję jak wiele innych zup.
Ale, żeby zrobić dobry żurek, to trzeba mieć dobry zakwas. To, co sprzedają w sklepach nie zawsze spełnia oczekiwania, a jeśli już się trafi naprawdę dobry zakwas, to do tanich nie należy. Kiedyś kupowałam w sklepie Benedyktyńskim, taki całkiem naturalny i rzeczywiście niezły, tylko dosyć drogi. A przecież zrobienie zakwasu to żadna filozofia, raptem kilka składników, a i wiele czasu nie potrzeba. Ja nie dodaję skórki od chleba, co często można wyczytać w różnych przepisach. Jeśli mam czas kiszę normalnie, jeśli zależy mi na zakwasie na cito, to dodaję łyżkę żytniego zakwasu chlebowego, który mam w domu zawsze. 

 

Składniki na zakwas na żurek (żytni):

4 szklanki przegotowanej, ostudzonej wody
1 szklanka mąki żytniej razowej typ 2000 albo mąki żurkowej, którą czasem znaleźć w sklepach
4 duże ząbki czosnku
4 liście laurowe
4 ziarna ziela angielskiego
4 ziarna czarnego pieprzu
opcjonalnie: 1 łyżka żytniego zakwasu chlebowego (przyspiesza fermentację)


Zakwas na żurek (żytni) – przygotowanie:

Mąkę wsypać do słoja, wrzucić liście laurowe, ząbki czosnku (ja przekrawam na pół), ziele angielskie, pieprz i opcjonalnie łyżkę zakwasu chlebowego (nie jest to koniecznie, ale przyspiesza fermentację). Wlać wodę i całość dokładnie wymieszać. Słoik przykryć gazą (albo kawałkiem ręcznika papierowego), zabezpieczyć gumką recepturką albo sznurkiem. Nie zakręcać pokrywką, bo do słoja musi dostawać się powietrze. Odstawić na blat w zacienionym miejscu. Każdego dnia zawartość słoika wymieszać. Zakwas będzie gotowy po około 5 – 6 dniach – powinien pachnieć kwaśno. Latem, gdy jest ciepło zakwas powstaje szybciej, zimą trzeba dać mu ciut więcej czasu. Jeśli dodamy zakwas chlebowy, to w zasadzie wystarczą 3 dni. Z gotowego zakwasu wyciągnąć wszystkie przyprawy - można przecedzić przez sito, ale należy pamiętać, że zatrzymana na sicie mąka musi wrócić do zakwasu. Czysty zakwas wymieszać i można gotować zupę.
Gotowy zakwas na żurek można również przelać do butelek albo słoików, zakręcić i przechowywać w lodówce do 2 tygodni.
Ta porcja zakwasu wystarcza mi na dwa razy (czyli na mniej więcej 8 porcji żurku). Robiąc żurek na bieżąco można zrobić zakwas z połowy składników.


sobota, 10 czerwca 2017

Kokosowe mini omlety biszkoptowe z sosem truskawkowo - miętowym

Ostatnio kombinuję w kuchni ile się da. Jajka zawsze były postawą mojego żywienia i to w zasadzie się nie zmienia i pewnie nigdy nie zmieni, bo jestem ich fanką. Więc dzisiaj zaproponuję Wam fajny, lekki deser, który może być też słodkim drugim śniadaniem, a w wersji powiększonej również normalnym, sycącym śniadaniem. Dodatek sosu truskawkowo – miętowego sprawia, że całość jest aromatyczna i odświeżająca. Jedyna słodycz w tych plackach to odrobina cukru pudru do oprószenia omletów. Oczywiście można dosłodzić same omlety czy sos truskawkowo – miętowy, ale wg mnie nie ma takiej potrzeby.
W wersji deserowej wystarczy jedno duże jajko na porcję, w wersji śniadaniowej półtora albo dwa. Oczywiście można zamienić mąkę kokosową na zwykłą, a mleko kokosowe na krowie czy inne roślinne, ale wtedy to zmieni nieco smak, choć z pewnością też będą smaczne.


Składniki na 1 porcję (4 małe placuszki):

1 duże jajko (takie o wadze około 75 g)
1 płaska łyżka mąki kokosowej
1 łyżka mleka kokosowego
szczypta soli
opcjonalnie można dodać ½ łyżeczki cukru albo miodu
masło klarowane do posmarowania patelni

Dodatkowo:
kilka truskawek
kilka listków mięty
u mnie dodatkowo pół moreli listki mięty i melisy



Kokosowe mini omlety biszkoptowe z sosem truskawkowo – miętowym – przygotowanie:

Kilka truskawek zmiksować z listkami mięty (ilość mięty wg uznania, ja dałam dwa duże listki i 6 małych truskawek poziomkowych).
Białko oddzielić od żółtka. Do białka wsypać szczyptę soli i ubić na sztywną pianę, dodać żółtko i jeszcze krótko ubić. Wlać mleko i dodać mąkę, zmiksować krótko do połączenia składników.
Patelnię posmarować klarowanym masłem i rozgrzać. Łyżką nakładać porcje ciasta i smażyć na małym ogniu do lekkiego zrumienienia, odwrócić (trzeba uważać, bo placuszki są puszyste i bardzo delikatne, najlepiej zrobić to łopatką) i dosmażyć z drugiej strony.
Przełożyć na talerz, posypać odrobiną cukru pudru, polać zmiksowanymi truskawkami z miętą, dorzucić kilka truskawek w całości i podawać.

Jeśli chcecie przygotować większą porcję (np. dla kilku osób), to po prostu zwiększcie proporcjonalnie ilość składników. 





czwartek, 8 czerwca 2017

Krem z groszku, kalarepy, szparagów i kalafiora

Uwielbiam kremowe zupy, kombinuję z mieszaniem warzyw i jeszcze chyba się tak nie zdarzyło, aby krem mi nie smakował. Dzisiejszy krem powstał z tego, co znalazłam w lodówce i zamrażarce (groszek). I cóż – smakuje obłędnie. Zachęcam do spróbowania, bo pracy wiele nie ma, a efekt końcowy sycący i pyszny. Wyszedł idealnie gęsty, taki jak lubię.
Najpierw ugotowałam pachnący, aromatyczny domowy bulion warzywny, a potem zamieniłam go w cudowny krem z odrobiną ostrości.
 


Składniki na 4 porcje (każda po około 250 - 270 ml):

800 ml bulionu warzywnego + jedna mała pietruszka i kawałek selera z tegoż bulionu
150 zielonego groszku (mrożonego albo świeżego)
250 g kalarepy (razem z młodymi listkami)
200 g kalafiora
100 g zielonych szparagów
150 g ziemniaków
1 mała cebula
1 łyżka oleju (u mnie z pestek winogron)
1 łyżka jogurtu naturalnego
1 łyżeczka cukru
sól, pieprz,
chili, gałka muszkatołowa

Do podania: uprażone ziarna słonecznika, sezamu i czarnuszki albo grzanki, groszek ptysiowy

Krem z groszku, kalarepy, szparagów i kalafiora - przygotowanie:
 
Wszystkie warzywa oczyścić, obrać i pokroić w kawałki (dowolne, choć mniejsze szybciej się ugotują). W garnku rozgrzać olej, wrzucić pokrojoną w kostkę cebulę i delikatnie podsmażyć (do lekkiego zrumienienia). Wrzucić wszystkie warzywa, wlać bulion, dodać ½ łyżeczki soli, 1 łyżeczkę cukru i gotować około 20 minut, aż wszystkie warzywa będą miękkie. Wsypać szczyptę chili, ¼ łyżeczki świeżo tartej gałki muszkatołowej i sporo świeżo mielonego czarnego pieprzu. Dodać jogurt, pietruszkę i seler z bulionu i całość dokładnie zmiksować na gładki krem. Spróbować i ewentualnie doprawić jeszcze solą (mnie wystarczyło ½ łyżeczki, bo sam bulion już był posolony).
Wlać do miseczek, posypać uprażonymi ziarnami i podawać. 



Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...